Bez kategorii

5 mitów naturalnej pielęgnacji

Cześć!

Bardzo często w rozmowie z bliskimi i znajomymi spotykam się ze stwierdzeniem, że “dzisiejsza żywność jest pełna chemii”, albo “tego nie kupuję/nie jem bo jest mocno przetworzone/zawiera dużo E-…”. No i świetnie! Podoba mi się, że coraz więcej osób ma świadomość tego jaki wpływ na nasze zdrowie i samopoczucie ma to, co jest na naszych talerzach. Naprawdę, oba kciuki w górę! Niestety nie zawsze idzie to w parze z zawartością szafki z chemią gospodarczą i galerią kosmetyków na półkach w łazience – bardzo często są to produkty z popularnych reklam, topowych marek drogeryjnych, wybrane ze względu na atrakcyjny kształt czy zapach. Oddziaływanie na skórę ma drugorzędnie znaczenie.

Sama nie kryję się z tym, że staram się by moja kosmetyczka była z miesiąca na miesiąc coraz bardziej naturalna i coraz więcej produktów robię sobie sama. Coraz częściej też świadomie sięgam po chemię gospodarczą, która jest eko – łagodna nie tylko dla mnie jako użytkownika, ale też dla środowiska. Są więc produkty na bazie octu, czy sody oczyszczonej, produkty biodegradowalne etc. Reakcje są różne – od przysłowiowego przybicia “piątki”, przez zdziwienie, zaskoczenie, aż po “fajnie, też bym chciał(a), ale…”. I właśnie z tymi najczęstszymi “ale” chciałabym się dziś zmierzyć i je obalić 🙂

Chętnie kupował(a)bym kosmetyki naturalne, ale są drogie…

Najczęściej słyszę to od osób, które po prostu nie zrobiły nawet rozeznania rynku, lub widziały 2-3 produkty naturalne i pech chciał, że były to te z wyższej półki. Owszem, zgadza się, są dostępne kosmetyki, których cena przyprawia o zawrót głowy a przed oczami ma się wizję głodówki przez resztę miesiąca po takich zakupach. Tymczasem równie łatwo można zdobyć produkty, które mają prosty ale skuteczny skład, są pozbawione sztucznych wypełniaczy, konserwantów i innych niepożądanych dodatków i są prawdziwym wsparciem dla naszej skóry, jednocześnie nie przeprowadzając zamachu stanu na nasz portfel 🙂 Wystarczy odwiedzić kilka drogerii internetowych, oferujących w swojej gamie produktów kosmetyki naturalne, by się przekonać, że każdy znajdzie coś dla siebie. O polecanych sklepach będzie też kilka słów poniżej 🙂 Jeśli zaś chodzi o marki, które są eko, mają dobre składy i nie zabijają ceną to polecam Cos Nature, Vianek, Sylveco, Coslys, So Bio Etic… mogłabym tak bez końca 🙂

Chętnie kupował(a)bym kosmetyki naturalne, ale są ciężko dostępne…

Czasy, kiedy kosmetyki naturalne były niedostępne na rynku, lub trzeba było robić je samemu minęły bezpowrotnie, a internetowe sklepy z przyjaznym skórze asortymentem rosną jak grzyby po deszczu. Ja bardzo lubię robić zakupy w drogerii Lavande, Bioekodrogerii, matique.pl czy bioeco.pl. I nie, nie zapłacili mi za to, ze to napisałam, po prostu są to miejsca w sieci, które serdecznie polecam na tego typu zakupy 🙂 Coraz częściej też można spotkać dobre i niedrogie produkty stacjonarnie – od jakiegoś czasu Rossmann poszerza swoją półkę z kosmetykami naturalnymi o nowe marki. Nie są jednak jeszcze dostępne w każdym sklepie tej sieci. Jeśli potrzebuję czegoś pilnie, wybieram się do Hebe lub drogerii Natura, gdzie produkty naturalne są dostępne już od dłuższego czasu. Polecam też wybrać się do lokalnego sklepu ze zdrową żywnością – większość ich właścicieli też już poczuła trend na eko kosmetyki i wprowadziła je do swojej oferty – można się naprawdę pozytywnie zaskoczyć 🙂 W Krakowie uwielbiam drogerię Pigment, w której mogłabym spędzać długie godziny na przebieraniu w słoiczkach, buteleczkach i czytaniu etykietek (czy to już fetysz?) 🙂 Na szczęście Pigment uruchomił także sprzedaż internetową, więc dla tych, którzy do Krakowa mają nie po drodze będzie to znaczne ułatwienie.

Chętnie robił(a)bym kosmetyki naturalne sam(a), ale jest to za trudne…

Ten argument miał rację bytu jeszcze 8-10 lat temu, kiedy ciężko było o łatwy dostęp do surowców, jeszcze ciężej o dostęp do wiedzy a ktoś kto przygotowywał kosmetyki w domowym zaciszu jawił się niczym indiański szaman. Obecnie w sklepach z półproduktami można przebierać jak w ulęgałkach i to one muszą starać się o klienta np. ogłaszając rożne promocje, a potężny zasób wiedzy jest na wyciągnięcie ręki – wystarczy odpalić kanały tematyczne na YouTube albo odwiedzić blogi lub grupy na Facebooku o tej tematyce. Całkiem zieloni w temacie własnych kosmetyków mogą również sięgnąć po gotowe zestawy do przygotowania w domu, gdzie wszystko jest już odmierzone i odważone, wystarczy wymieszać półprodukty zgodnie z instrukcją. Bogatą ofertę takich zestawów ma np. Biochemia Urody, od której wiele lat temu sama zaczynałam przygodę z kosmetycznym “kręceniem” 🙂

Chętnie robił(a)bym kosmetyki naturalne sam(a), ale nie mam odpowiednich narzędzi…

Po pierwsze – nie trzeba mieć nie wiadomo jakiego laboratorium w domu, żeby móc ukręcić sobie krem czy wymieszać tonik, naprawdę! Na początek spokojnie wystarczy posprzątany blat w kuchni i parę kuchennych przyborów, które uprzednio wyparzymy i wysterylizujemy przecierając spirytusem. Pierwszy krem spokojnie możecie wymieszać nawet widelcem. Ok, będzie to nieco czasochłonne ale da się, a nakłady finansowe są żadne (zakładam, że widelec macie na stanie). Jeśli macie taki najprostszy ubijacz do mleka na baterie, to wystarczy, że zdejmiecie z niego sprężynkę i kremy czy balsamy ukręcicie w kilka chwil. Jeśli nie macie – koszt takiego ubijacza to około 10 PLN. Na początek nie potrzeba też żadnych specjalnych laboratoryjnych pojemników, wystarczy to co macie w kuchni – małe ceramiczne miseczki czy salaterki, może być filiżanka, szklanka… Jedna jest tylko zasada – wszystko musi być sterylnie czyste! Dlatego wrzątek i spirytus będą Waszymi sprzymierzeńcami, bo nie chcecie chyba by w Waszych kosmetykach zagościł grzybek 🙂 Do odmierzania odpowiednich ilości półproduktów wystarczą kuchenne łyżki – standardowo łyżeczka do herbaty to 5 ml a łyżka do zupy to 15 ml. Mniejsze jednostki z łatwością odmierzycie czystą strzykawką (w aptece za grosze). Jeśli już wkręcicie się w robienie swoich produktów (a ostrzegam, jest to uzależniające!) polecam Wam miarki spożywcze (w IKEI za ok. 5 PLN dostaniecie 5 sztuk w różnych rozmiarach). Do prostych przepisów wystarczy Wam też zwykła waga kuchenna. Jeśli połkniecie bakcyla, polecam zakup wagi jubilerskiej, ale spokojnie, to nie jest duży koszt – ja swoją kupiłam za 30 PLN na Allegro. Ważne, aby waga pokazywała wyniki do 2 miejsc po przecinku – w przygotowaniu bardziej skomplikowanych kosmetyków jest to istotne. Do przechowywania gotowych produktów możecie spokojnie wykorzystać opakowania po już zużytych kremach czy balsamach. Wystarczy porządnie je wymyć, wyparzyć, odkazić i gotowe! A do tego dobre dla środowiska 🙂 Ja sama nie kupiłam do tej pory żadnego opakowania, a własne kosmetyki “kręcę” od 7 lat – wszystkie pochodzą z recyklingu – mojego własnego lub od znajomych i rodziny. Rozpuśćcie wici, że potrzeba Wam takich opakowań, będziecie zaskoczeni odzewem 🙂 Jeśli chodzi o mnie, sama nie posiadam żadnego specjalistycznego sprzętu laboratoryjnego, a przygotowuję kosmetyki już nie tylko dla siebie ale też dla bliskich. Korzystam z wszystkich wymienionych wyżej pomocy, jedynie dokupiłam 2 zlewki ze szkła laboratoryjnego (po ok. 7 PLN każda) i paski do sprawdzania pH (ok. 20 PLN za opakowanie 100 sztuk). I bardzo mi z tym dobrze 🙂

Chętnie robił(a)bym kosmetyki naturalne sam(a), ale jest to za drogie…

Mit o “drogich” sprzętach do przygotowania domowych kosmetyków obaliłam powyżej. Jeśli zaś chodzi o półprodukty i surowce to uważam, że w dobie tak wielu różnych sklepów z tego typu asortymentem naprawdę nie ma się czego obawiać. Wiele z nich oferuje regularne promocje i obniżki cen. Dodatkowo, przy zakupach powyżej 50/100 PLN przesyłkę macie za darmo, a taka kwota wystarczy na pierwsze zamówienie. No i nie musicie wszystkiego kupować od razu! Na początek wystarczy kilka olejów i maseł tzw. bazowych (np. masło shea, olej jojoba, olej kokosowy, olej ze słodkich migdałów, masło kakaowe), 1-2 oleje “funkcyjne” (np. olej śliwkowy – dla skóry suchej i dojrzałej, świetny do pielęgnacji przeciwzmarszczkowej, olej z kocanki – idealny dla skóry mieszanej i tłustej, z wypryskami i trądzikiem, czy też olej rokitnikowy, który wspomoże gojenie się blizn i ran oraz pomoże przy rozstępach). Z dodatków polecam np. żel aloesowy, czy kwas hialuronowy. Możecie też pokusić się o wybrany ekstrakt na Wasz problem skórny. Jeśli chcecie robić toniki to wyposażcie się w wodę demineralizowaną (taką jak do żelazek) i dla chętnych, w wybrany hydrolat (wodę z kwiatu danej rośliny) lub susz z wybranego zioła do przygotowania naparu. To wszystko spokojnie Wam wystarczy na początek, a z takiego zestawu skomponujecie wiele kosmetyków. Powyższe surowce traktujcie proszę jako przykład. Poświęćcie troszkę czasu aby rozeznać się, które składniki będą dla Waszej skóry najlepsze, upewnijcie się, że nie jesteście na nie uczuleni (np. na aloes czy kakao) i do dzieła! 🙂

No to jak? Namówiłam Was? 🙂 Jeśli udało mi się tym wpisem przekonać choć jedną osobę do wypróbowania kosmetyku naturalnego lub dodałam odwagi komuś, kto obawiał się przygotowania kosmetyków samodzielnie, będzie to mój duży sukces i mam nadzieję, że da mi o tym znać. Skóra na pewno się odwdzięczy.

Z jakimi mitami Wy się spotykacie? Dajcie znać w komentarzach! Tymczasem, ja uciekam kręcić tonik 🙂

Serdeczności!

Jelloł!

 

Cześć!

Witajcie w moim kobiecym kawałku Internetu! 🙂

Chcę stworzyć tu przyjazne miejsce, gdzie będę się z Wami dzielić głównie moją pasją – kosmetyką naturalną. Czego możecie się spodziewać? Przede wszystkim recenzji i opinii na temat produktów, z którymi miałam styczność.Forma bardzo różna, od dedykowanych wpisów, po denka czy posty zakupowe. Pojawią się także przepisy na kosmetyki, które można wykonać samodzielnie w domu, bez zaawansowanej wiedzy tajemniej i rozbudowanego laboratorium 🙂 Będą także wpisy z kategorii “random”, bo moje życie to nie tylko kosmetyki i chciałabym ograniczać się tylko do tego. Będzie więc trochę o podróżach, o fajnych miejscach wartych zobaczenia, o jedzeniu (yum!) oraz blaskach i cieniach rodzicielstwa, bo to największy kawałek mojego obecnego życia.

Przycupnij, rozgość się, poczuj się jak u siebie.

Serdeczności!